W czasach gdy Mruczozaur był jeszcze w moim brzuszku, prąd mieliśmy tylko przez kilka godzin dziennie i kiedy nadchodził zmierzch trzeba było zapalić świece. Bardzo miło wspominam tamte czasy, kiedy żyliśmy prosto, bardziej zgrani z Naturą.
Mruczka już tego niestety nie pamięta.
Chcąc uprzytomnić dzieciakom, że elektryczność nie jest rzeczą oczywistą (przecież 25% ludzkości jest jej pozbawiona) zakupiłam świece. Naszym codziennym rytuałem jest teraz kończenie dnia przy świetle świecy.
Początki świec są trochę niejasne.
Już 3000 lat przed naszą erą świec używali Egipcjanie, ale twierdzi się, że to Rzymianie wcześniej moczyli papirus w wosku lub łoju. Świece palono też 200 lat przed naszą erą w Chinach, były one wykonane z tłuszczu wielorybów, choć inne źródła mówią o wosku z owadów i knocie z papieru ryżowego.
Świece służyły niegdyś nie tylko do oświetlania, ale i do wskazywania upływającego czasu. Posługiwała się nimi w ten sposób chińska dynastia Songów (960–1279) a także Alfred Wielki, jeden z najwybitniejszych królów wczesnej historii Anglii.
Świece łojowe powszechnie używane w czasach średniowiecza, dymiły i nie pachniały najlepiej. Ładnie pachnące i czysto się palące świece woskowe były drogie i przeznaczone do rytuałów religijnych.
Rewolucją stało się odkrycie stearyny przez Michela-Eugène Chevreul w 1823 roku wraz z odseparowaniem parafiny z ropy naftowej w 1850 roku.
Wynalezienie żarówki zepchnęło świece do sfery dekoracji.
W naszym domu świece z wosku pszczelego służą do oczyszczania powietrza (podobno wydzielają w procesie spalania jony ujemne) i ilustrowania bajek fantastycznymi cieniami !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz