Jako mieszkance dużego miasta spędzającej wakacje dzieciństwa na mazowieckiej wsi łaciatosc w naturze kojarzyła mi się wyłącznie z krową.
Trzeba było aż wyjazdu na niższe szerokości geograficzne bym poznała inne stworzenie gustujące w podobnych wzorach.
Pewna salamandra plamista stała się codzienną ozdobą naszych ścian podczas niezapomnianego, ponadrocznego pobytu na 38°28'33” Północ, 1° 19' 19” Zachód.
Od tego czasu z tęsknotą wypatruję tej mistycznej istoty, o której wierzono, że czerpie swoja energię z ognia.
Salamandry w średniowieczu używane były jako odpowiednik współczesnej gaśnicy, twierdzono bowiem, ze rzucone w ogień są w stanie go ugasić poprzez lodowatość płynącej w nich krwi. Salamandra stała się z tego powodu, ( między innymi dla François I- szego, który uczynil z niej swoje godło) symbolem nieskazitelności moralnej. Ogień odzwierciedla tu zło i pokusy a niezwykła zdolność salamandry do przetrawania, niewinność.
Nasza towarzyszka musiala rzeczywiście mieć moc zduszania ognia , gdyż zarówno ona jak i my uszliśmy z życiem z pożaru, który strawił część naszego domostwa którejś ( na wieczność wyrytej w naszej pamięci) nocy.
Dlatego, gdy z jednego z polowań w sklepie dyskontowym wróciłam do domu z drewnianą salamandrą. poczułam się bezpieczniej, wzięta pod jej „skrzydła”.
Ustanawiam dzień dzisiejszy Dniem Salamandry i tymi skromnymi wyrobami naszych rak oddajemy jej hołd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz